+48 798 382 769

j.wierusz.kowalska@gmail.com

© Janina Wierusz Kowalska

2026 | All rights reserved

Za każdym razem, kiedy wchodzę do pracowni, jakieś dziwne napięcie towarzyszy zapachom farb, werniksów i lnianego płótna. Jakbym nie była sama, jakby obrazy żyły. I wtedy wiem, że one czekają na mnie niecierpliwie, bo chcą mi coś powiedzieć o kolejnych obrazach, których jeszcze nie ma.

Warsztat

Przez wiele lat moja pracownia była tam, gdzie była moja szkoła. Pracownia wędrowała wraz ze szkołą do kolejnych miejsc, w poszukiwaniu lepszych warunków dla prowadzonych zajęć. Każda zmiana miejsca oznaczała transport rosnącego „dobytku” szkoły i coraz większej liczby obrazów.

Zawsze kierowałam się koniecznością zapewnienia optymalnych warunków do pracy moim studentom, a nie mnie samej. Nie czułam potrzeby wydzielania odrębnego miejsca dla mojej pracy. Zresztą nie byłoby to możliwe, bo działania te przenikały się nawzajem.

Malowałam przed zajęciami i po zajęciach, w międzyczasie. Wszystko było w jednym miejscu: skrypty, notatki, projekty, materiały do pracy, książki, katalogi, sprzęt audiowizualny, farby, pędzle, deski kreślarskie, sztalugi, moje obrazy i pod ścianami mnóstwo prac studentów. Wszyscy ze wszystkiego korzystali. Jedynym niezbędnym kryterium dla moich wielkoformatowych obrazów  była wysokość pomieszczeń w kolejnej, pracownianej przestrzeni. Teraz, gdy szkoły już nie ma, pracuję w domu. Ma to swoje zalety - takie rozwiązanie zresztą przyjęłam. Przytulność domu i dobra  herbata w filiżance "na podorędziu", są istotnymi pozytywami takiego rozwiązania.

+48 798 382 769

j.wierusz.kowalska@gmail.com

© Janina Wierusz Kowalska

2026 | All rights reserved

Za każdym razem, kiedy wchodzę do pracowni, jakieś dziwne napięcie towarzyszy zapachom farb, werniksów i lnianego płótna. Jakbym nie była sama, jakby obrazy żyły. I wtedy wiem, że one czekają na mnie niecierpliwie, bo chcą mi coś powiedzieć o kolejnych obrazach, których jeszcze nie ma.

Warsztat

Przez wiele lat moja pracownia była tam, gdzie była moja szkoła. Pracownia wędrowała wraz ze szkołą do kolejnych miejsc, w poszukiwaniu lepszych warunków dla prowadzonych zajęć. Każda zmiana miejsca oznaczała transport rosnącego „dobytku” szkoły i coraz większej liczby obrazów.

Zawsze kierowałam się koniecznością zapewnienia optymalnych warunków do pracy moim studentom, a nie mnie samej. Nie czułam potrzeby wydzielania odrębnego miejsca dla mojej pracy. Zresztą nie byłoby to możliwe, bo działania te przenikały się nawzajem.

Malowałam przed zajęciami i po zajęciach, w międzyczasie. Wszystko było w jednym miejscu: skrypty, notatki, projekty, materiały do pracy, książki, katalogi, sprzęt audiowizualny, farby, pędzle, deski kreślarskie, sztalugi, moje obrazy i pod ścianami mnóstwo prac studentów. Wszyscy ze wszystkiego korzystali. Jedynym niezbędnym kryterium dla moich wielkoformatowych obrazów  była wysokość pomieszczeń w kolejnej, pracownianej przestrzeni. Teraz, gdy szkoły już nie ma, pracuję w domu. Ma to swoje zalety - takie rozwiązanie zresztą przyjęłam. Przytulność domu i dobra  herbata w filiżance "na podorędziu", są istotnymi pozytywami takiego rozwiązania.

PL | EN

© Janina Wierusz Kowalska

2026 | All rights reserved

+48 798 382 769

j.wierusz.kowalska@gmail.com

Za każdym razem, kiedy wchodzę do pracowni, jakieś dziwne napięcie towarzyszy zapachom farb, werniksów i lnianego płótna. Jakbym nie była sama, jakby obrazy żyły. I wtedy wiem, że one czekają na mnie niecierpliwie, bo chcą mi coś powiedzieć o kolejnych obrazach, których jeszcze nie ma.

Warsztat

Przez wiele lat moja pracownia była tam, gdzie była moja szkoła. Pracownia wędrowała wraz ze szkołą do kolejnych miejsc, w poszukiwaniu lepszych warunków dla prowadzonych zajęć. Każda zmiana miejsca oznaczała transport rosnącego „dobytku” szkoły i coraz większej liczby obrazów.

Zawsze kierowałam się koniecznością zapewnienia optymalnych warunków do pracy moim studentom, a nie mnie samej. Nie czułam potrzeby wydzielania odrębnego miejsca dla mojej pracy. Zresztą nie byłoby to możliwe, bo działania te przenikały się nawzajem.

Malowałam przed zajęciami i po zajęciach, w międzyczasie. Wszystko było w jednym miejscu: skrypty, notatki, projekty, materiały do pracy, książki, katalogi, sprzęt audiowizualny, farby, pędzle, deski kreślarskie, sztalugi, moje obrazy i pod ścianami mnóstwo prac studentów. Wszyscy ze wszystkiego korzystali. Jedynym niezbędnym kryterium dla moich wielkoformatowych obrazów  była wysokość pomieszczeń w kolejnej, pracownianej przestrzeni. Teraz, gdy szkoły już nie ma, pracuję w domu. Ma to swoje zalety - takie rozwiązanie zresztą przyjęłam. Przytulność domu i dobra  herbata w filiżance "na podorędziu", są istotnymi pozytywami takiego rozwiązania.

PL | EN

© Janina Wierusz Kowalska

2026 | All rights reserved

+48 798 382 769

j.wierusz.kowalska@gmail.com

Za każdym razem, kiedy wchodzę do pracowni, jakieś dziwne napięcie towarzyszy zapachom farb, werniksów i lnianego płótna. Jakbym nie była sama, jakby obrazy żyły. I wtedy wiem, że one czekają na mnie niecierpliwie, bo chcą mi coś powiedzieć o kolejnych obrazach, których jeszcze nie ma.

Warsztat

Przez wiele lat moja pracownia była tam, gdzie była moja szkoła. Pracownia wędrowała wraz ze szkołą do kolejnych miejsc, w poszukiwaniu lepszych warunków dla prowadzonych zajęć. Każda zmiana miejsca oznaczała transport rosnącego „dobytku” szkoły i coraz większej liczby obrazów.

Zawsze kierowałam się koniecznością zapewnienia optymalnych warunków do pracy moim studentom, a nie mnie samej. Nie czułam potrzeby wydzielania odrębnego miejsca dla mojej pracy. Zresztą nie byłoby to możliwe, bo działania te przenikały się nawzajem.

Malowałam przed zajęciami i po zajęciach, w międzyczasie. Wszystko było w jednym miejscu: skrypty, notatki, projekty, materiały do pracy, książki, katalogi, sprzęt audiowizualny, farby, pędzle, deski kreślarskie, sztalugi, moje obrazy i pod ścianami mnóstwo prac studentów. Wszyscy ze wszystkiego korzystali. Jedynym niezbędnym kryterium dla moich wielkoformatowych obrazów  była wysokość pomieszczeń w kolejnej, pracownianej przestrzeni. Teraz, gdy szkoły już nie ma, pracuję w domu. Ma to swoje zalety - takie rozwiązanie zresztą przyjęłam. Przytulność domu i dobra  herbata w filiżance "na podorędziu", są istotnymi pozytywami takiego rozwiązania.

PL | EN

© Janina Wierusz Kowalska

2026 | All rights reserved

+48 798 382 769

j.wierusz.kowalska@gmail.com

Za każdym razem, kiedy wchodzę do pracowni, jakieś dziwne napięcie towarzyszy zapachom farb, werniksów i lnianego płótna. Jakbym nie była sama, jakby obrazy żyły. I wtedy wiem, że one czekają na mnie niecierpliwie, bo chcą mi coś powiedzieć o kolejnych obrazach, których jeszcze nie ma.

Warsztat

Przez wiele lat moja pracownia była tam, gdzie była moja szkoła. Pracownia wędrowała wraz ze szkołą do kolejnych miejsc, w poszukiwaniu lepszych warunków dla prowadzonych zajęć. Każda zmiana miejsca oznaczała transport rosnącego „dobytku” szkoły i coraz większej liczby obrazów.

Zawsze kierowałam się koniecznością zapewnienia optymalnych warunków do pracy moim studentom, a nie mnie samej. Nie czułam potrzeby wydzielania odrębnego miejsca dla mojej pracy. Zresztą nie byłoby to możliwe, bo działania te przenikały się nawzajem.

Malowałam przed zajęciami i po zajęciach, w międzyczasie. Wszystko było w jednym miejscu: skrypty, notatki, projekty, materiały do pracy, książki, katalogi, sprzęt audiowizualny, farby, pędzle, deski kreślarskie, sztalugi, moje obrazy i pod ścianami mnóstwo prac studentów. Wszyscy ze wszystkiego korzystali. Jedynym niezbędnym kryterium dla moich wielkoformatowych obrazów  była wysokość pomieszczeń w kolejnej, pracownianej przestrzeni. Teraz, gdy szkoły już nie ma, pracuję w domu. Ma to swoje zalety - takie rozwiązanie zresztą przyjęłam. Przytulność domu i dobra  herbata w filiżance "na podorędziu", są istotnymi pozytywami takiego rozwiązania.